środa, 20 kwietnia 2011

ZAMEK POŚRÓD IGLIC - OPOWIEŚĆ NIEDOKOŃCZONA

Tym razem przedstawiam pracę, która zajmuje miejsce na moim dysku twardym już ładny kawał czasu. Jest to jednak najdalej posunięta z moich niedokończonych prac. Jakiś czas temu postanowiłem stworzyć zamek, który nie byłby stricte mroczny, ale zarazem niezbyt wesoły. Stwierdziłem, że postawienie go pośród morza iglic byłoby dobrym posunięciem, które spotęguje uczucie osamotnienia i przygnębienia. Jednocześnie chciałem zadbać, aby był majestatyczny, co miał podkreślić zachód słońca w tle i księżyc będący zapowiedzią zbliżającej się nocy. Zacząłem od szkicu.


Zamek w oddali, kilka chmur, księżyc i mnóstwo skał. Pamiętam, że już od początku wiedziałem, że z przedstawieniem gór i iglic będę miał najwięcej problemów. O monotonnym dopieszczaniu szczegółów jeszcze wtedy nawet nie myślałem!


Póki co, skupiłem się na dopracowaniu głównego elementu - zamku. Na tym etapie jeszcze byłem niemal w 100% zadowolony z mojej pracy. Zyskała trochę bajkowego wyrazu, czym nie przejmowałem się zbytnio, bo nie zależało mi na uzyskaniu realizmu. Uznałem, że szkic jest gotowy. Zacząłem dodawać cieniowanie.


Hm. Od razu można zauważyć niezdarność, z jaką obdarzyłem szkic światłocieniem. Szczególnie widoczne to jest na iglicach. Kontury w niektórych miejscach znikają, w niektórych nadal są obecne. Wtedy jeszcze nie umiałem pogodzić szkicu z modelunkiem. Ba, nadal mam z tym czasem trudności. Tak, czy inaczej jakieś tam cieniowanie poszło (dobrze, że w ogóle!).


Przyszedł czas na kolor. Jedyne, z czego do dzisiaj jestem zadowolony, to niebo. Uważam, że bardzo fajnie wyszło mi wrażenie zachodzącego słońca. Zmieszałem kilka kolorów i szpachlowałem niebo tak długo, aż uzyskałem mniej lub bardziej pożądany efekt. Głównym kolorem miał być niebieski, który z czasem ustąpił pola innym. Kolorystycznie całość nie prezentuje się najgorzej.


Najgorzej za to prezentuje się obecny stan pracy. Zacząłem definiować zamek. Chciałem nanieść trochę światła na iglice. I w tym momencie się wtedy zatrzymałem. Nie umiałem dodać szczegółów w taki sposób, aby stworzyć coś fajnego. Taki rodzaj zacięcia. Uznałem, że grafika ma potencjał, tylko trzeba umieć ją skończyć.

Pytanie, czy na chwilę obecną jestem w stanie. Po chwili przemyśleń, stwierdzam, że owszem, mógłbym wykrzesać z tego coś więcej. Na pewno musiałbym poświęcić więcej uwagi iglicom. Z tym nawet dzisiaj byłby dość spory problem dla mnie.

Jest tutaj jeszcze sporo (spooooooooro) do zrobienia. Pewnie właśnie z tego względu jeszcze nie udało mi się zabrać za kontynuację. Praca jest jednak żywym dowodem na to, że w jakiś sposób, w jakimś tempie się rozwijam. Kiedyś nie wiedziałbym jak kontynuować, a dziś myślę, że byłbym w stanie (gdyby nie lenistwo) nawet to skończyć.

PS: Lisz powoli posuwa się naprzód, już niedługo - mam nadzieję - kolejna część.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz