Po pierwsze, dużym postępem jest fakt, iż udało mi się zmusić do kontynuacji projektu. Zacząłem od modelunku czaszki. Powoli nabiera kształtu, chociaż jestem prawie pewien, że i tak nie uda mi się osiągnąć idealnego efektu.
Obróciłem także - już po wstępnym nałożeniu odcieni szarości na czaszkę - horyzontalnie obraz, aby spojrzeć na całokształt z innej strony. Pozwala to wyłapać pewne błędy, które rzucają się w oczy dopiero po obróceniu obrazu. Jest to dość powszechnie stosowana praktyka.
Ustaliłem, że światło będzie padać z przodu. Dlatego też jego lewa noga i ręka pozostają w półmroku, ledwie zarysowane. Dodałem trochę jaśniejszych odcieni na ręce, czaszkę i brzuch. Na razie ostrożnie nakładam poszczególne elementy, ponieważ wciąż nie czuję się pewnie. Minie pewnie trochę czasu, zanim uda mi się nabrać pewności w malowaniu poszczególnych elementów.
Zacząłem definiować również wygląd bandaży. Nie wiem, czemu, ale wiele moich psotaci ma bardo dużo wszelkiego rodzaju opatrunków na sobie. Nie wiem, czy to wynika z tego, że dobrze się czuję, malując je, czy po prostu idę na łątwiznę, unikając modelowania mięśni przedramienia.
Najpewniej to drugie.
Znowu obróciłem obraz. Poprawiłem trochę elementów, w tym jego lewą rękę, aby nadać mu bardziej pokraczny wygląd. W końcu to ma być lisz, który był już starcem w chwili przemiany. Dodałem trochę bandaży. Zacząłem również pracę nad jego kosturem i ubiorem. Na razie nie jestem pewien jak to dokładnie będzie wyglądać. Czuję, ze najgorzej będzie wziąć się za szczegóły. Tych będzie sporo. Prawdopodobnie użyję custom brush'y do pióopuszu i bibelotów przy kosturze. Wciąż pod znakiem zapytania stoi tło.
Praca na etapie dość zaawansowanym, jak na moje możliwości. Skutecznie wyganiam lenia z tyłka póki co.Na dziś jednak wystarczy. Prawda, powinienem o wiele więcej czasu spędzać przy tego typu pracach, ale niestety to wciąż sprawia mi problem. Pożyjemy, zobaczymy.
sobota, 16 kwietnia 2011
piątek, 15 kwietnia 2011
INDIAN LICH - CZĘŚĆ 1
Pomysł wpadł mi do głowy podczas czytania (już chyba setny raz) drugiego tomu "Najemników" Salvatore'a. Zadałem sobie pytanie: "Czy lisz musi być zawsze złym do szpiku kości czarodziejem łaknącym władzy i nieśmiertelności?". Jak wiadomo, w przypadku malowania ogranicza nas tylko nasza własna wyobraźnia. Dlatego też po krótkiej burzy mózgu, stwierdziłem, ze ciekawie mógłby prezentować się lisz będący w przeszłości szamanem jakiejś indiańskiej wioski.
Przeszukałem pobieżnie deviantART'a w poszukiwaniu materiałów referencyjnych. Wciąż muszę się nauczyć efektywnie je wyszukiwać i - co ważniejsze - umiejętnie z nich korzystać. Tak, czy ianczej znalazłem obraz nieumarłego z wyeksponowanym kośćcem, jakiś pióropusz i zdjęcie indiańskiego szamana (jakich to Wojciech Cejrowski w swoim życiu widział od groma zapewne). W ciągu kilkunastu minut skleiłem jakiś szkic, starając się połączyć interesujące mnie elementy w jedną całość.
Nie mam na tym etapie zdefiniowanego tła (i nadal nie mam). Nieco przygarbiony, trzymający kostur z jakimiś indiańskimi bibelotami. To dopiero zarys i nadal nie wiem jak całość będzie dokładnie wyglądać. Ba, nie mam nawet przygotowanych kolorów. Staram się długo pracować w odcieniach szarości, aby uzyskać jak najlepszy modelunek. To wciąż mój słaby punkt.
Jak widać, zmieniłem nieco szkic. Nie mogłem ustalić położenia palców, które nie wyglądało by głupio dlatego poszedłem na łatwiznę i postanowiłem, ze będzie trzymał coś w ręku. Nie, nie wiem dlaczego akurat broń maczetopodobna. Dodałem też trochę szczegółów. I w tym momencie na razie skończyłem, ponieważ nie jestem pewien, czy uda mi się po tak długim szkicowaniu zdobyć na właściwy modelunek czaszki. To wciąż duży kłopot. Mam materiał referencyjny, ale łatwo napisać, trudniej wcielić w życie. Muszę się też zastanowić nad sposobem modelowania całości, w tym ustaleniem źródła światła.
Zatem na razie tyle. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić z tego coś fajnego i że skończę w ogóle ten projekt (tak, publikacja na blogu, ma mi w tym pomóc!).
Przeszukałem pobieżnie deviantART'a w poszukiwaniu materiałów referencyjnych. Wciąż muszę się nauczyć efektywnie je wyszukiwać i - co ważniejsze - umiejętnie z nich korzystać. Tak, czy ianczej znalazłem obraz nieumarłego z wyeksponowanym kośćcem, jakiś pióropusz i zdjęcie indiańskiego szamana (jakich to Wojciech Cejrowski w swoim życiu widział od groma zapewne). W ciągu kilkunastu minut skleiłem jakiś szkic, starając się połączyć interesujące mnie elementy w jedną całość.
Nie mam na tym etapie zdefiniowanego tła (i nadal nie mam). Nieco przygarbiony, trzymający kostur z jakimiś indiańskimi bibelotami. To dopiero zarys i nadal nie wiem jak całość będzie dokładnie wyglądać. Ba, nie mam nawet przygotowanych kolorów. Staram się długo pracować w odcieniach szarości, aby uzyskać jak najlepszy modelunek. To wciąż mój słaby punkt.
Jak widać, zmieniłem nieco szkic. Nie mogłem ustalić położenia palców, które nie wyglądało by głupio dlatego poszedłem na łatwiznę i postanowiłem, ze będzie trzymał coś w ręku. Nie, nie wiem dlaczego akurat broń maczetopodobna. Dodałem też trochę szczegółów. I w tym momencie na razie skończyłem, ponieważ nie jestem pewien, czy uda mi się po tak długim szkicowaniu zdobyć na właściwy modelunek czaszki. To wciąż duży kłopot. Mam materiał referencyjny, ale łatwo napisać, trudniej wcielić w życie. Muszę się też zastanowić nad sposobem modelowania całości, w tym ustaleniem źródła światła.
Zatem na razie tyle. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić z tego coś fajnego i że skończę w ogóle ten projekt (tak, publikacja na blogu, ma mi w tym pomóc!).
TODD LOCKWOOD - PIERWSZE ZAUROCZENIE
Dawno, dawno temu (w odległej galaktyce), był taki czas, kiedy nie miałem zielonego pojęcia, czym jest digital painting, jak wygląda proces tworzenia grafiki sposobem cyfrowym, jak i tradycyjnym. Ot, po prostu mazałem sobie ołówkiem po kartkach, czy ostatnich (przedostatnich, przed-przedostatnich... aż do momentu, w którym notatki z lekcji pisane od początku stykały się z rysunkami nacierającymi z końca zeszytu) stronach zeszytów szkolnych. Pewnie mazałbym dalej bez celu, gdyby nie fantastyka i Dungeons & Dragons.
W czasie spędzonym w gimnazjum zetknąłem się z szeroko rozumianą fantastyką i grami fabularnymi. Dungeons & Dragons to system, który przodował w moim otoczeniu skutecznie wypierając Warhammera. Idąc tym tropem, zacząłem czytywać książki napisane przez R. A. Salvatore. Do dzisiaj uważam go zresztą, za jednego z najlepszych pisarzy fantasy. Jednak to nie treść książek wpłynęła na moje zainteresowanie digital paintingiem.
Okładki. Okładki. Okładki!
Zewnętrzna warstwa książek pokryta była niesamowitymi tworami. Grafika ciągnęła się od przedniej, do tylnej strony książki, tworząc niewiarygodnie szczegółowe i harmonijne obrazy. Potrafiłem przez długi czas wpatrywać się w okładkę, aby znaleźć coraz to więcej szczegółów niewidocznych na pierwszy rzut oka.
Jako, że internet był już dostępny w moim domu, szybko ustaliłem kim był ów Todd Lockwood wymieniony jako autor tych obrazów. Jego strona http://www.toddlockwood.com/ zawiera jeszcze więcej tworów, które można oglądać godzinami. Wiele razy wchodziłem i zapewne będę wchodził, aby znaleźć trochę klimatu, motywacji, inspiracji. Niewiele prac wywołuje u mnie tyle emocji, ile tworzą obrazy Lockwood'a.
Tutaj zaczyna się rozbieżność. Długo byłem przekonany, że to, co tworzy Todd Lockwood to digital painting. Grafika powstająca w całości na komputerze. Tymczasem oakzało się, że o ile artysta korzysta często z pomocy sprzędtu elektronicznego, o tyle większość jego prac jest wykonana metodami tradycyjnymi! Na bardzo wielkim formacie. Mogę się tylko domyślać ile pracy musi włożyć w to, aby obraz nabrał takiej głębi i formy. To czyni go w moich oczach jeszcze większym.
Wiele bym dał, aby kiedyś móc osiągnąć taki poziom. Lata pracy, praktyki, tony wylanej farby. Todd Lockwood to pierwszy artysta fantasy, który dobitnie wpłynął na mnie. Nie jest to może stricte digital painting, ale z drugiej strony za pomocą metod cyfrowych można osiągnąć równie dobre efekty. Miejmy nadzieję, że kiedyś mi się to uda.
W czasie spędzonym w gimnazjum zetknąłem się z szeroko rozumianą fantastyką i grami fabularnymi. Dungeons & Dragons to system, który przodował w moim otoczeniu skutecznie wypierając Warhammera. Idąc tym tropem, zacząłem czytywać książki napisane przez R. A. Salvatore. Do dzisiaj uważam go zresztą, za jednego z najlepszych pisarzy fantasy. Jednak to nie treść książek wpłynęła na moje zainteresowanie digital paintingiem.
Okładki. Okładki. Okładki!
Zewnętrzna warstwa książek pokryta była niesamowitymi tworami. Grafika ciągnęła się od przedniej, do tylnej strony książki, tworząc niewiarygodnie szczegółowe i harmonijne obrazy. Potrafiłem przez długi czas wpatrywać się w okładkę, aby znaleźć coraz to więcej szczegółów niewidocznych na pierwszy rzut oka.
Jako, że internet był już dostępny w moim domu, szybko ustaliłem kim był ów Todd Lockwood wymieniony jako autor tych obrazów. Jego strona http://www.toddlockwood.com/ zawiera jeszcze więcej tworów, które można oglądać godzinami. Wiele razy wchodziłem i zapewne będę wchodził, aby znaleźć trochę klimatu, motywacji, inspiracji. Niewiele prac wywołuje u mnie tyle emocji, ile tworzą obrazy Lockwood'a.
Tutaj zaczyna się rozbieżność. Długo byłem przekonany, że to, co tworzy Todd Lockwood to digital painting. Grafika powstająca w całości na komputerze. Tymczasem oakzało się, że o ile artysta korzysta często z pomocy sprzędtu elektronicznego, o tyle większość jego prac jest wykonana metodami tradycyjnymi! Na bardzo wielkim formacie. Mogę się tylko domyślać ile pracy musi włożyć w to, aby obraz nabrał takiej głębi i formy. To czyni go w moich oczach jeszcze większym.
Wiele bym dał, aby kiedyś móc osiągnąć taki poziom. Lata pracy, praktyki, tony wylanej farby. Todd Lockwood to pierwszy artysta fantasy, który dobitnie wpłynął na mnie. Nie jest to może stricte digital painting, ale z drugiej strony za pomocą metod cyfrowych można osiągnąć równie dobre efekty. Miejmy nadzieję, że kiedyś mi się to uda.
czwartek, 14 kwietnia 2011
FOCAL PRESS I DIGITAL PAINTING TECHNIQUES
Wydawnictwo Focal Press ma w swojej ofercie wiele pozycji przydatnych zarówno początkującym, jak i bardziej doświadczonym grafikom. Więcej uwagi chciałbym poświęcić tutaj książce Digital Painting Techniques z serii Masters Collections.
Czemu akurat ta?
Miałem okazję przyjrzeć się kilku pozycjom tego wydawnictwa i spośród wszystkich to właśnie Digital Painting Techniques wydała mi się najbardziej wartościowa. Trudno, oczywiście, wybrać najlepszą spośród książek, które prezentują bardzo podobny poziom. Jednak uważam, że ta na to zasługuje.
Prawie 300 stron zawiera, tradycyjnie, wiele grafik różnego rodzaju. Nie tylko tych z serii work-in-progress na użytek opisywanych technik, ale również swoistą galerię. Nie jest może przesadnie rozbudowana, ale w końcu gdyby chodziło nam tylko o galerię, to kupilibyśmy artbook. Ta książka artbookiem nie jest.
Jest natomiast pewnego rodzaju podręcznikiem. Na samym początku mamy do czynienia z podstawami (tworzenie własnych pędzli), a dalej są już odpowiednie rozdziały poświęcone odrębnym technikom. Speed Painting, Matte Painting, tworzenie potworów, otoczenia. Wszystko to jest podzielone na odpowiednie podrozdziały, w których krok po kroku opisany jest proces tworzenia konkretnej grafiki. Na uwagę zasługuje fakt, że o ile w wielu pozycjach opisy są nieprecyzyjne, pozostawiające wiele niedomówień, tutaj niemal perfekcyjnie połączone są z obrazkami ilustrującymi dany krok. Nie miałem żadnego problemu, żeby zrozumieć przebieg i naturę poszczególnych czynności. Lektura nie wyczerpuje tematu, ale nie ma tutaj niedosytu. Autorami są uznani artyści, co nie jest jednak niczym nowym w przypadku tej serii.
Digital Painting Techniques to porządna pozycja, która naprawdę otworzyła mi oczy na nowe ścieżki. W moim przypadku problem polegał na tym, że docierałem do pewnego momentu podczas tworzenia szkicu, któego nie mogłem przeskaoczyć. Zwyczajnie nie wiedziałem jak dalej się do tego zabrać. W książce opisany jest przebieg pracy od A do Z. Bardzo fajny teoretyczny wstęp do kontynuowania praktyki.
Czemu akurat ta?
Miałem okazję przyjrzeć się kilku pozycjom tego wydawnictwa i spośród wszystkich to właśnie Digital Painting Techniques wydała mi się najbardziej wartościowa. Trudno, oczywiście, wybrać najlepszą spośród książek, które prezentują bardzo podobny poziom. Jednak uważam, że ta na to zasługuje.
Prawie 300 stron zawiera, tradycyjnie, wiele grafik różnego rodzaju. Nie tylko tych z serii work-in-progress na użytek opisywanych technik, ale również swoistą galerię. Nie jest może przesadnie rozbudowana, ale w końcu gdyby chodziło nam tylko o galerię, to kupilibyśmy artbook. Ta książka artbookiem nie jest.
Jest natomiast pewnego rodzaju podręcznikiem. Na samym początku mamy do czynienia z podstawami (tworzenie własnych pędzli), a dalej są już odpowiednie rozdziały poświęcone odrębnym technikom. Speed Painting, Matte Painting, tworzenie potworów, otoczenia. Wszystko to jest podzielone na odpowiednie podrozdziały, w których krok po kroku opisany jest proces tworzenia konkretnej grafiki. Na uwagę zasługuje fakt, że o ile w wielu pozycjach opisy są nieprecyzyjne, pozostawiające wiele niedomówień, tutaj niemal perfekcyjnie połączone są z obrazkami ilustrującymi dany krok. Nie miałem żadnego problemu, żeby zrozumieć przebieg i naturę poszczególnych czynności. Lektura nie wyczerpuje tematu, ale nie ma tutaj niedosytu. Autorami są uznani artyści, co nie jest jednak niczym nowym w przypadku tej serii.
Digital Painting Techniques to porządna pozycja, która naprawdę otworzyła mi oczy na nowe ścieżki. W moim przypadku problem polegał na tym, że docierałem do pewnego momentu podczas tworzenia szkicu, któego nie mogłem przeskaoczyć. Zwyczajnie nie wiedziałem jak dalej się do tego zabrać. W książce opisany jest przebieg pracy od A do Z. Bardzo fajny teoretyczny wstęp do kontynuowania praktyki.
SPEED PAINTING - POWRÓT DO DOMU
Każdy, kto wybiera się w podróż, zapewne kiedyś wróci do domu. Pozaziemskie cywilizacje nie są wyjątkiem.
Kolajny speed painting, tym razem około pół godziny roboty. Im dłuzej na to patrzę, tym mi gorzej. Niby jest kompozycja. Niby jest jakas kolorystyka. Niby.
Zbyt ogólnie nszakicowana powierzchnia planety nie obrazuje dostatecznie ogromnej odległości statku od ziemi. Struktura budynku też wyszła trochę inaczej, niż to sobie zaplanowałem. Cóż, miejmy nadzieję, że z czasem będzie lepiej.
Tym razem użyłem tylko bazowych pędzli dostępnych w Photoshop'ie. Dodałem też trochę efektu rozjaśnienia odpowiednim narzędziem.
Kolajny speed painting, tym razem około pół godziny roboty. Im dłuzej na to patrzę, tym mi gorzej. Niby jest kompozycja. Niby jest jakas kolorystyka. Niby.
Zbyt ogólnie nszakicowana powierzchnia planety nie obrazuje dostatecznie ogromnej odległości statku od ziemi. Struktura budynku też wyszła trochę inaczej, niż to sobie zaplanowałem. Cóż, miejmy nadzieję, że z czasem będzie lepiej.
Tym razem użyłem tylko bazowych pędzli dostępnych w Photoshop'ie. Dodałem też trochę efektu rozjaśnienia odpowiednim narzędziem.
SPEED PAINTING - PŁONĄCY LAS
Zastanawaiam się, czemu akurat ten temat wybrałem na pierwszy raz. Prawdopodobnie dlatego, że akurat za oknem padał obficie śnieg, gdy zabierałem się do tego. Tak, czy inaczej założenie było proste: usiąść przy tablecie, uruchomić Photoshop'a i w godzinę zmajstrować dobrze wyglądający, pozbawiony szczegółów malunek.
Kompozycja leży i kwiczy. Ogień też nie wygląda idealnie. Jedyne, co mi się podoba, to kolorystyka i całokształt lasu. Nie jest to speed painting pełną parą, chociaż trzeba powiedzieć, że speed był, bo zajęło mi to mniej niż godzinę. Zostały użyte trzy pędzle. Bazowy, okrągły, twardy pędzel oraz dwa customy (jeden typu sparkle, a drugi imitujący trawę).
Wnioski? Kompozycja, kompozycja, kompozycja! (i tak będę popełniał w koło te same błędy zapewne...)
Kompozycja leży i kwiczy. Ogień też nie wygląda idealnie. Jedyne, co mi się podoba, to kolorystyka i całokształt lasu. Nie jest to speed painting pełną parą, chociaż trzeba powiedzieć, że speed był, bo zajęło mi to mniej niż godzinę. Zostały użyte trzy pędzle. Bazowy, okrągły, twardy pędzel oraz dwa customy (jeden typu sparkle, a drugi imitujący trawę).
Wnioski? Kompozycja, kompozycja, kompozycja! (i tak będę popełniał w koło te same błędy zapewne...)
PIERWSZY WPIS I WIELKIE NADZIEJE
Internet pozwala ludziom tworzyć w dzisiejszych czasach swoiste galerie swoich prac. Serwisy typu digart, deviantART pozwalają w łatwy i szybki sposób pochwalić się swoim nowym malowidłem, rysunkiem. Z takich serwisów coraz częściej korzystają również uznani artyści specjalizujący się w cyfrowej, ale także tradycyjnej metodzie malowania.
Co więcej, wielu z nich prowadzi swoje własne blogi, na których informują często o tym, czym aktualnie się zajmują. Można uzyskać dzięki temu wiele przydatnych porad. Nawiązuję w ten sposób do powodu, dla którego utworzyłem tego bloga. Wielu ludzie zachwala taką formę publikacji prac, a razem z nimi swoich spostrzeżeń. Pomaga to rozwinąć warsztat, a także w pewnym sensie motywuje do dalszego tworzenia. Właśnie na motywację liczę najbardziej. Mam nadzieję, że poprzez publikację prac w różnym stadium rozwoju oraz tych ukończonych wraz z wpisami komentującymi moje poczynania zmuszę się do systematycznej pracy nad moimi umiejętnościami w tym zakresie.
Od dawna tkwię w punkcie, z którego nie umiem wyjść o własnych siłach. Chwytam się każdej sposobności, aby wreszcie posunąć moje umiejętności w zakresie zarówno rysunku, jak i digital paintingu.
Chciałbym także od czasu do czasu publikować informację o artystach, wydarzeniach, stronach, które w jakiś sposób wpłynęły na moją twórczość. Zobaczymy, czy mi się to uda.
Co więcej, wielu z nich prowadzi swoje własne blogi, na których informują często o tym, czym aktualnie się zajmują. Można uzyskać dzięki temu wiele przydatnych porad. Nawiązuję w ten sposób do powodu, dla którego utworzyłem tego bloga. Wielu ludzie zachwala taką formę publikacji prac, a razem z nimi swoich spostrzeżeń. Pomaga to rozwinąć warsztat, a także w pewnym sensie motywuje do dalszego tworzenia. Właśnie na motywację liczę najbardziej. Mam nadzieję, że poprzez publikację prac w różnym stadium rozwoju oraz tych ukończonych wraz z wpisami komentującymi moje poczynania zmuszę się do systematycznej pracy nad moimi umiejętnościami w tym zakresie.
Od dawna tkwię w punkcie, z którego nie umiem wyjść o własnych siłach. Chwytam się każdej sposobności, aby wreszcie posunąć moje umiejętności w zakresie zarówno rysunku, jak i digital paintingu.
Chciałbym także od czasu do czasu publikować informację o artystach, wydarzeniach, stronach, które w jakiś sposób wpłynęły na moją twórczość. Zobaczymy, czy mi się to uda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








